Brydż to moja pasja. Rozmowa z Wandą Buszkowską

Wanda Buszkowska ma 89 lat i mieszka na warszawskiej Saskiej Kępie. W 2008 roku założyła klub brydżowy CPK, który od 2021 roku działa pod nazwą „Klub Brydżowy – Saska Kępa”. Co tydzień w Centrum Promocji Kultury na Pradze-Południe organizowany jest turniej brydżowy, w którym bierze udział kilkadziesiąt osób. Klub prowadzi także kursy dla początkujących oraz zajęcia dla seniorów. Pani Wanda gra w brydża kilka razy w tygodniu. W środy prowadzi turniej w swoim klubie, we wtorki rano uczy seniorów, a wieczorem gra w kawiarence „Zegarmistrzowska”. Kilka razy w roku wyjeżdża na wczasy brydżowe. W tym roku była już w Rowach, a w planach ma wyjazdy do Chorwacji i Egiptu.

– Od ilu lat gra Pani w brydża? Jak to się zaczęło?

Wanda Buszkowska: Trudno już dokładnie policzyć, ale gram od kilkudziesięciu lat. Tak naprawdę z kartami jestem związana niemal od dzieciństwa. W domu rodzice grali w preferansa, wista, a później w brydża. Początkowo tylko im się przyglądałam, ale bardzo mnie to fascynowało. Oczywiście zaczynałam od brydża towarzyskiego. Później poznałam Dianę Dołową, mistrzynię Polski, która wprowadziła mnie do świata brydża sportowego. To był moment, który sprawił, że ta gra stała się moją prawdziwą pasją.

– Jak często gra Pani teraz?

W.B.: W brydża gram kilka razy w tygodniu. Prowadzę własny klub, organizuję turnieje i uczę seniorów. We wtorki prowadzę zajęcia, wieczorem spotykam się z przyjaciółmi przy brydżowym stoliku, a w środy odbywają się turnieje w naszym klubie. Kilka razy w roku wyjeżdżam także na wczasy brydżowe. Dzięki temu mogę połączyć wypoczynek z tym, co najbardziej lubię.

– Jest Pani bardzo aktywna i w świetnej formie. Czy to zasługa brydża?

W.B.: Myślę, że w dużej mierze tak. Brydż zmusza do myślenia, ćwiczy pamięć, koncentrację i uczy cierpliwości. Trzeba być cały czas uważnym, analizować sytuację i przewidywać ruchy przeciwników. To doskonała gimnastyka dla mózgu. A poza tym spotkania z ludźmi dodają energii i motywacji do działania.

– Umiejętność gry przekazała Pani córce, a następnie wnuczce. Chętnie się uczyły?

W.B.: Można powiedzieć, że obie wychowały się przy brydżowym stoliku. Kiedyś graliśmy głównie w domu. Dwa, trzy razy w tygodniu przychodzili do nas znajomi i po kolacji rozgrywaliśmy kilka partyjek. Córka najpierw z zainteresowaniem się nam przyglądała, kibicowała, a kiedy brakowało czwartego gracza, sama siadała do stołu. W ten sposób, zupełnie naturalnie, nauczyła się zasad i z czasem coraz lepiej grała.

Później podobnie było z wnuczką. Ona również od najmłodszych lat miała kontakt z brydżem i sama zaczęła się nim interesować. Jak miała kilkanaście lat pojechałam z nią na obóz brydżowy, gdzie szkoleniowcem był Ryszard Kiełczewski – arcymistrz międzynarodowy i doskonały nauczyciel brydża. Tam złapała bakcyla.

– Do brydża przekonała Pani już cztery pokolenia swojej rodziny. Gra Pani, córka Maja, jej córka i wnuk. To sukces nie tylko brydżowy, ale także rodzinny. Co jest w brydżu takiego, że łączy pokolenia?

Teraz mamy całkiem sporą rodzinę brydżową. Moja córka, jej mąż, moja wnuczka i jej mąż, mój prawnuk i jego dziewczyna. Zdarza się, że spotykamy się na jednym turnieju.

Brydż uczy współpracy, wzajemnego zaufania i rozmowy. Przy jednym stole wiek nie ma większego znaczenia – liczą się umiejętności, skupienie i dobra atmosfera. To świetny sposób na wspólne spędzanie czasu.

– Brydż towarzyski i sportowy bardzo się od siebie różnią. Którą odmianę Pani preferuje?

W.B.: Lubię obie. Brydż towarzyski daje możliwość spokojnego spotkania z przyjaciółmi, natomiast sportowy to większe emocje, rywalizacja i ciągłe doskonalenie swoich umiejętności. Przez wiele lat bardziej pochłaniał mnie brydż sportowy, ale dziś najważniejsze jest dla mnie to, że mogę grać i spotykać ludzi o podobnych zainteresowaniach.

– Uczy Pani także brydża seniorów. Jak sobie radzą?

W.B.: Bardzo dobrze. Wielu z nich zaczynało od zera i nie wierzyło, że sobie poradzi. Wystarczy jednak trochę cierpliwości i systematyczności. Największą nagrodą jest dla mnie moment, kiedy widzę, jak z tygodnia na tydzień robią postępy i coraz bardziej cieszą się grą. Brydż daje im nie tylko trening umysłu, ale także nowe znajomości i radość ze wspólnych spotkań.

– Czy wyobraża sobie Pani życie bez brydża?

W.B.: Nie. Brydż stał się częścią mojego życia. Dzięki niemu poznałam wielu wspaniałych ludzi, zwiedziłam wiele miejsc i każdego dnia mam powód, żeby być aktywną. Mam nadzieję, że jeszcze przez wiele lat będę mogła siadać przy brydżowym stole.

I tego życzę! Dziękuję za rozmowę.

Pytania zadawała PM. Wiśniewska

Foto z archiwum bohaterki wywiadu

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *