Dr M. Talarczyk: Teksty a sztuczna inteligencja

Są słowa sprzyjające

antropomorfizacji

takie jak

inteligencja czy halucynacje

I cóż w tym złego?

Nic – poza manipulacją

by modelom językowym dawać wiarę

a twórczość utożsamiać z generowaniem

(Małgorzata Talarczyk 21.10.2025)

Pisząc słowo „teksty” mam na myśl literaturę piękną, powieści, reportaże, kryminały, felietony, eseje, poezje. Do czasu rozwoju i powszechnej dostępności tzw. sztucznej inteligencji, autorem tekstów zawsze był człowiek.

Wykorzystywanie AI do pisania tekstów można rozpatrywać z co najmniej czterech perspektyw: autorów, czytelników (autorzy też są czytelnikami), wydawców oraz organizatorów i sponsorów nagród literackich. Mam także na myśli testy pisane formie postów czy felietonów udostępnianych w mediach społecznościowych i podpisywanych nazwiskiem. Ale czy na pewno autora? Może współautora z AI, a może zleceniodawcy – pracy AI?

Czytając różne teksty, w tym te dotyczące spraw bieżących (np. społecznych czy politycznych) poza sensem przekazu, warto koncentrować się również na stylu i poszczególnych słowach, np. powtarzanych w różnych tekstach. Ostatnio często i w dużych ilościach „podawana” była w społecznościowych felietonach „latte”, czasami podwójna, a spoiwem wątków bywała „gumka recepturka” itp. Styl i podobieństwo słów w różnych tekstach często robi wrażenie jakby miały wspólne źródło? Styl ten można by określić jako ekspercko-życzliwy. AI po prostu wie (!) i wykłada z pozycji ex cathedra, a jednocześnie uwodzi. Nazwanie słownych modeli językowych „sztuczną inteligencją” już samo w sobie w pewnym sensie jest uwiedzeniem poprzez wykorzystanie słów do kreowania rzeczywistości. Bo „sztuczną inteligencję” łatwiej antropomorfizować niż „modele językowe”, łatwiej nawiązywać z nią relacje i czynić z niej powiernika czy eksperta. Jak wiadomo, wygenerowane przez modele językowe teksty zawsze (jak do tej pory) są na zlecenie człowieka. A to „zlecenie” może być różne, dlatego też teksty publikowane przez różne osoby bywają podobne, ale nie takie same. Poza sensem publikowanych tekstów w mediach społecznościowych, warto też zwracać uwagę na formę i styl, wychwytując podobieństwa. Po co? By nabierać umiejętności rozpoznawania fałszu (by samemu nie być na fałsz nabieranym), czyli gdy osoba podpisująca i dostarczająca tekst, de facto nie jest jego autorem. Szczególnie przy tak angażujących emocjonalnie tematach jak polityka czy sprawy społeczne, przy których uwaga skupiona jest głównie na treści, a styl (często podprogowo) odbierany bywa jako „świetny”. Bo te teksty faktycznie dobrze się czyta, warto więc zachować uważność. Przy czym zaznaczę, że nie mam zastrzeżeń do modeli językowych jako takich, tylko do ich wykorzystywania przez człowieka. Dominuje fraza, że „sztuczna inteligencja” coś napisała czy powiedziała, przypisując martwemu narzędziu samodzielność, intencje czy motywacje. Podobnie jak trudno mieć zastrzeżenia do samochodu, że przekracza prędkość. Choć potocznie mówi się, że „samochód przekroczył prędkość” czy „samochód przejechał na czerwonym świetle”, w domyśle zawsze jest kierowca.

W mediach społecznościowych są też udostępniane teksty/posty, które pisane z czułością poruszają emocje. Choć nie wiadomo, kto jest ich autorem i czy kawa, przy której są pisane jest z mlekiem w proszku czy białkowym. Ale jeśli okazałoby się, że są pisane z udziałem AI lub wygenerowane przez AI, to byłoby niebywałe i wyjątkowe, że narzędzie może uwrażliwiać, wzruszać i poruszać ludzkie emocje. To jest pewnego rodzaju fenomen, że pozbawiana emocji AI wpływa na nasze uczucia, a czasami też raczy nas wzruszającym lub/i  pouczającym morałem.

Opuszczając media społecznościowe i przechodząc do tekstów literackich zacytuję słowa Magdaleny Bigaj opublikowane w Magazynie Pismo: „W czasach rozprzestrzeniania się kultury w proszku może się okazać, że ludzka kultura stanie się niszowym hobby, które wymaga nie tylko kosztownej produkcji, ale także trudu konsumpcji, zbędnego w przypadku papki AI” (1). Dalej autorka pisze: „Rozmyślałam o tym, przechadzając się po niedawno otwartym skarbcu Biblioteki Narodowej w Pałacu Rzeczypospolitej w Warszawie. Oprowadzał nas szef placówki, Tomasz Makowski, pochylając się nad księgami to z dumą, to z powagą, a innym razem z figlarnym uśmiechem kogoś, kto zdobył najcenniejsze trofeum i nie zamierza się już nigdy z nikim nim dzielić. Kiedy opowiadał o procedurze chowania ksiąg w specjalnych sejfach na wypadek wojny lub pożaru, pomyślałam o innym miejscu pełnym książek – nowej siedzibie firmy OpenAI. Ściany części wspólnych w tej firmie wypełniają wysokie na kilka metrów regały, a przestrzeń stylistyką przypomina biblioteki z połowy ubiegłego wieku. Czy to nie paradoksalne, że nie czym innym jak książkami ozdobiła swoje wnętrza firma, która dokonała gwałtu na literaturze, kopiując bez zezwolenia tysiące utworów literackich, by nakarmić nimi swoje modele językowe? Pozew zbiorowy w tej sprawie złożyła przeciwko OpenAI we wrześniu 2023 roku amerykańska Gilda Autorów wraz z 17 pisarzami, wśród których są George R.R. Martin, John Grisham i Jodi Picoult. Piękna stylowa biblioteka w OpenAI ma w sobie coś barbarzyńsko bezczelnego i jednocześnie bardzo charakterystycznego dla współczesnego świata” (1).

I tak dochodzimy do plagiatu.

Jak podaje Legalna Kultura: „Plagiat polega na świadomym lub celowym przypisaniu sobie autorstwa całości lub części cudzego utworu (a precyzyjniej jego twórczych elementów) bądź celowym wprowadzeniu w błąd co do autorstwa utworu. Czyli plagiat to wykorzystanie cudzego utworu jako własnej twórczości lub we własnej twórczości z naruszeniem zasad przewidzianych przez prawo. W kontekście plagiatu poprzez „wykorzystanie utworu” należy rozumieć wykorzystanie elementów twórczego i indywidualnego charakteru cudzego utworu.

W praktyce występują dwie podstawowe formy plagiatu:

Plagiat jawny – polegający na bezpośrednim przypisaniu sobie autorstwa utworu lub jego części, w szczególności poprzez podpisanie się pod cudzym utworem (całością lub jego częścią) własnym imieniem albo pseudonimem.

Plagiat ukryty: polegający na pośrednim przypisaniu sobie autorstwa cudzego utworu, poprzez włączenie do swojego dzieła zmodyfikowanych fragmentów cudzego utworu lub utworu w całości. Modyfikacja polegać może m.in. na zmianach redakcyjnych bądź użyciu synonimicznych wyrażeń lub zwrotów, przy zachowaniu sensu, elementów charakterystycznych cudzego utworu” (2).

Trzeba mieć nadzieję, że wszelkie formy plagiatu, również te czynione przez „operatorów” AI będą wykrywane i poddawane odpowiednim konsekwencjom. Zapewne oczekują tego autorzy, których własność intelektualna jest, jak na razie, bezkarnie przywłaszczana do tzw. „karmienia AI”, czyli zasilenia jej zasobów cudzym dorobkiem.

W sprawie literatury i tzw. sztucznej inteligencji stanowisko zajmuje także Unia Literacka:

„Dyskusja o AI w kontekście twórczości literackiej wciąż budzi emocje – od lęku przed sztucznie wygenerowanymi treściami po zachwyt możliwościami nowych narzędzi. Pisarz i tłumacz, a także członek zarządu Unii Literackiej Piotr Siemion patrzy na AI z dwóch perspektyw: potencjalnego wsparcia i realnych zagrożeń. ‘Na poletku literackim, owszem, już dziś jest możliwa pisana przez AI literatura gatunkowa o powtarzalnym repertuarze tropów. I oczywiście zaistniały już na rynku trudno odróżnialne od utworów „białkowego autorstwa” pseudopowieści kryminalne, fantasy czy pornograficzne, pisane tysiące razy szybciej, niż czyni to nawet Remigiusz Mróz. Co gorsza, zbudowane na bazie utworów zawłaszczonych bezprawnie od dawnych i dzisiejszych autorów’ – mówi Piotr Siemion cytowany w artykule Sztuczna inteligencja już pomaga pisarzom. Czy to faktycznie źle?  („Tygodnik Powszechny”, nr 47/2025). Jednocześnie podkreśla, że przewaga człowieka nad AI pozostaje fundamentalna: literatura wyrasta z niepowtarzalnego doświadczenia, wrażliwości i odwagi twórczej. Sztuczna inteligencja zaś może być dziś dla pisarzy praktycznym narzędziem – czymś w rodzaju osobistego sekretarza, który pomaga porządkować myśli, kontrolować styl, a nawet sprawdzać, czy nieświadomie nie powielamy cudzych pomysłów – ale nie zastąpi autora. Jako Unia Literacka zgadzamy się, z tym, że technologia może wspierać twórcę, ale nie może zawłaszczać jego prawa do własności intelektualnej, autonomii i wynagrodzenia. To ludzki głos, wrażliwość i doświadczenie stanowią fundament literatury i muszą pozostać w jej centrum” (3).

Czy jawności kto jest autorem testu, dzieła, oczekują też czytelnicy?

Trudno bez znajomości wyników badań odpowiedzieć na to pytanie, ale każdy czytelnik może sam sobie udzielić odpowiedzi. Od siebie wspomnę, że jako autorka i czytelniczka chcę wiedzieć. kto jest autorem tekstu, który czytam. Nawet w przypadku gdy autor „ukrywa się” pod pseudonimem, chcę wiedzieć, czy jest człowiekiem.

Szczególną trudność i niebezpieczeństwo z perspektywy czytelnika, a podejrzewam też, że prawdopodobnie wydawcy czy organizatora i sponsora nagród literackich, upatruję w tekstach, w których autor czy autorka informuje, że napisał/a książkę „razem” czy „we współpracy” ze sztuczną inteligencją. Mogę sobie wyobrazić, że dla autora/ki może to być inspirujące lub/i frajda twórcza, ale czy czytelnikowi jest wszystko jedno lub czy też go to bawi? Nie wiem. Być może czytelników można by ująć w trzy grupy: tych, którym jest wszystko jedno, tych, którym to się podoba i tych, którym testy napisane przez autora wespół zespół z AI się nie podobają. Ale poza preferencjami czytelników w tak daleko posuniętej jawnej inkluzyjności, do której do tekstu włączane jest to, co wygenerowane przez narzędzie, zamazane (a może przekroczone) zostają granice między twórczością autora a tym, co splagiatowane w AI z dzieł innych autorów. Może za daleko się posunę w porównaniu, ale czy pisanie tekstów „z pomocą” AI, w pewnym sensie nie przypomina stosowania dopingu w sporcie? Choć w sporcie wykrywanie dopingu jest już standardem, czy tak się stanie w przypadku twórczości literackiej?

I jakie stanowisko na temat tekstów „mieszanych” autorsko – wygenerowanych zajmą wydawnictwa oraz organizatorzy nagród literackich?

Można przewidywać, że tekstów „pisanych” przez AI będzie przybywać, dlatego sądzę, że byłoby uczciwe, by wyraźnie i czytelnie dla odbiorcy, różnicować dzieła, których autorem jest człowiek od tekstów wygenerowanych przez tzw. sztuczną inteligencję. Podobnie wydawnictwa mogą w przyszłości „wyspecjalizować się” w wydawaniu książek napisanych przez autora i tych, które opracowane zostały przez AI. Być może przed podobnym dylematem lub wyborem stanie jury nagród literackich. Ale co w tej sytuacji z tekstami „mieszanymi”, które naruszają granice takiego podziału?

Przed środowiskiem związanym z twórczością literacką stoją więc wyzwania do tej pory nieznane, podobnie jak plagiat dotychczas nie miał takiego zakresu i możliwości, a literatura nie wymagała ochrony przed inkluzyjnością sztuczności.

Podobno każde nasze słowo

może być karmą

dla tzw. sztucznej inteligencji

Nawet wbrew naszej woli

gdy inni bez naszej wiedzy i zgody

wrzucą na pożarcie SI nasze myśli

Czy to mi się podoba?

Rzecz jasna nie.

Czy mam na to wpływ?

Również nie

Głodne algorytmy pochłoną wszystko

A człowiek?

 Jaki człowiek? Jaka kradzież?

Ech …

(Małgorzata Talarczyk 21.07.2025)

Źródła:

  1. https://magazynpismo.pl/idee/magdalena-bigaj-o-konsumowaniu-odtworczosci-i-kulturze-w-proszku/?utm_source=facebook&utm_medium=post&sfnsn=mo&fbclid=IwY2xjawOtRdVleHRuA2FlbQIxMQBzcnRjBmFwcF9pZBAyMjIwMzkxNzg4MjAwODkyAAEebUvHEkuH3S_KqKnU7TDi7PWsu2zv3BlI31K4VcRoUKwOTNe1UiyxBvEyhZk_aem_zYa0TUhKtR2Y1K-LshXeZQ
  2. https://legalnakultura.pl/pl/prawo-w-kulturze/b-przewodnik-b-po-prawie-autorskim/plagiat?fbclid=IwY2xjawOtRutleHRuA2FlbQIxMQBzcnRjBmFwcF9pZBAyMjIwMzkxNzg4MjAwODkyAAEeN2I0PAXV9qyrs3R6YwlBxPvi1f5HejztauhejbT1WHYLlZC6V7Pgi71RabA_aem_EDCKEXFcOrf_KT91LfDnwA#gsc.tab=0
  3. https://www.facebook.com/unia.literacka/posts/pfbid0uHMaxERxE55T6nzuvvXnqSGnPFzheNGEFmrZix1JUQTgK3umQonSKMg6GJhZw15Kl

www.system-terapia.pl

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *