Dr S. Surendra: Ortografia jak taniec w deszczu
Wstęp to nie byle co
Niby nie ocenia się książki po okładce (choć nie do końca, bo pierwsze wrażenie jest bardzo ważne), a po wstępie? Tu nie ma żadnych wątpliwości – wprowadzenie ma olbrzymie znaczenie, bo stanowi drogowskaz dla czytelników, co ich czeka na kolejnych stronach. Nowy słownik ortograficzny dr. Sebastiana Surendry, zawierający wszystkie zmiany pisowni obowiązujące od 1 stycznia 2026 r. i wiele innych arcyciekawych treści, ukaże się już niedługo. Już dziś publikujemy Wstęp. Zachęcamy do zapoznania się z nim, a niebawem – z całą publikacją.
Wstęp
Co (nie tylko) w górach pokazuje AI?
„Może zdelegalizujmy ortografię? Wtedy nie będzie niczego – a przynajmniej niczego złego, co stresuje, naraża na błąd i przykre konsekwencje, nie tylko w szkole”. „Jaki jest sens uczenia się zasad ortograficznych i interpunkcyjnych, skoro sztuczna inteligencja może wszystko poprawić?” – czy też zadajesz sobie tego typu pytania, może nawet trzymając już w ręce ten Słownik…?
Życie to nie jest koncert życzeń – i bardzo dobrze, bo dzięki temu mamy motywację do działania i do liczenia na siebie. Ortografia nie zniknie – bo i dlaczego by miała? To nieodłączna część języka (każdego, nie tylko polskiego), a ten – jakkolwiek patetycznie to zabrzmi – stanowi niezmienny element naszej tożsamości. Wybór jest więc prosty – albo chcemy lepiej znać samych siebie, albo nie chcemy. Oczywiście chcieć to nie zawsze znaczy móc, ale ten, kto nie chce, na niemoc jest skazany. A w Tobie jest przecież siła!
Sztuczna inteligencja – prawdziwa historia: zimą 2025 r. kilka osób w Tatrach utknęło w gęstej mgle i zamieci śnieżnej, musiał im pomagać TOPR. Jak do tego doszło? Wiem[1]. Turyści spytali ChatGPT o trasę, otrzymali odpowiedź i ruszyli. Ale za daleko nie doszli, mimo że AI pokazała im najkrótszą drogę. Tylko szkoda, że rada nie uwzględniała tego, że zimą są zupełnie inne warunki atmosferyczne niż latem… Czy to wyjątek? Wręcz przeciwnie – wiesz, że halucynacje AI potrafią sięgać szczytów, nie tylko tatrzańskich. Nie chodzi o niekorzystanie z narzędzi, ale o to, by posługiwać się nimi mądrze. Do oceny pojawiającej się informacji potrzebna jest znajomość kontekstu. Bez niego będziemy jak we mgle, nie zrobimy kroku w dobrą stronę. I nerwy, i stres, i TOPR. Można tego uniknąć – wystarczy znać zasady i umieć je stosować w praktyce.
Ortografia jak taniec w deszczu
Czy to jest proste? Nie – bo znów: takie jest życie: Ale: radość z pokonania wysoko postawionej poprzeczki – bezcenna. Gdy potraktujesz ortografię nie jako przykry obowiązek do odhaczenia w e-dzienniku czy w Excelu, lecz jako wyzwanie, któremu podołasz (bo wiem, że tak będzie), to naprawdę zmienia to perspektywę.
„W życiu nie chodzi o czekanie, aż burza minie. Chodzi o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu”. Słowa Vivian Green warto zapamiętać, a jeszcze bardziej – stosować w praktyce. Kiedy nadejdzie pora na naukę pierwszych kroków? Przyszłość jest dziś!
Burza, mgła, zamieć… Może jeszcze sztorm i powódź? Masz prawo obawiać się, że taka jest polska ortografia – nieprzystępna, niszcząca zalewem reguł i wyjątków nawet największe pokłady cierpliwości. Taka może się wydawać. Ale w rzeczywistości jest naprawdę piękna – z każdym kolejnym spotkaniem z nią zobaczysz to coraz wyraźniej, bo stanowi ona przeciwieństwo otwartego akwenu, tzn. im głębiej się zanurzasz, tym wszystko widzisz coraz wyraźniej i czujesz się bezpieczniej. Wiem, brzmi jak Słoneczny patrol, mam jednak nadzieję, że po lekturze tej książki poczujesz, że szerokie wody ortografii to Twoje naturalne środowisko.
Być może przyszła Ci teraz do głowy myśl: „Chwila, chwila, to ortografia jest ostatecznie trudna czy możliwa do opanowania?”. Otóż, nie jest łatwa, ale można ją zrozumieć. Jak z wieloma umiejętnościami: nie nabyliśmy ich na pstryknięcie palcami, ale udało nam się to zrobić. Nie dzięki ślepemu losowi, lecz oczom szeroko otwartym, a także chęciom, możliwościom – to wszystko po Twojej stronie. Być może przydałyby Ci się też czyjeś wskazówki. Masz samozaparcie (dowód – czytasz teraz ten Słownik…), potencjał. Też postaram się dać radę i wytłumaczyć Ci wszystko tak, by ortograficzna mgła opadła.
Jak nie dać się okraść i co ma z tym wspólnego ortografia?
Zgodnie ze szwedzkim powiedzeniem „Jeżeli kupujesz to, czego nie potrzebujesz, okradasz samego siebie”. W punkt (oczywiście z zachowaniem złotego środka). Przekazywanie nadmiaru informacji to kradzież czasu czytelnika. Dlatego nie będę Ci pokazywał każdego punktu na ortograficznej mapie, lecz tylko takie, które może Ci być trudniej dostrzec lub które zdarza Ci się mylić z innymi ze względu na ich podobieństwo. Chciałbym, by Słownik… okazał się dla Ciebie praktycznym narzędziem. Nie napisałem bowiem tej książki, by ekscytować się kolejną wydaną publikacją i trzymać ją na honorowym miejscu na biurku. Nie, nad nim są – i zawsze będą – zdjęcia mojej żony, naszego psa oraz figurki i maskotki jeży, które kolekcjonuję. Wierz mi – opracowałem Słownik…, by mógł się komuś przydać. Najlepiej Tobie.
Ma on pomóc Ci zrozumieć zasady ortograficzne i interpunkcyjne, co sprawi, że nie będziesz musieć bardzo często weryfikować pisowni – ona wejdzie Ci w krew i pozwoli pisać poprawnie niejako z automatu. Jak to wygląda w szczegółach?
„Życie jest nowelą…”
Bardziej przemawiają do Ciebie opisy, które z czymś Ci się kojarzą, bo otwierają odpowiednie przegrody w mózgu, a abstrakcyjnych przykładów starasz się unikać? To świetnie się składa, bo właśnie tak zaprojektowałem tę książkę. Reguły ortograficzne i interpunkcyjne przybliżam Ci, nawiązując do różnych sytuacji z życia codziennego, odwołuję się także do wielu produkcji filmowych i serialowych (zarówno bardzo współczesnych, jak i należących do klasyki kina). W tej opowieści o języku nie zabraknie też technologii, sportu i tła społeczno-kulturowego. Krótko mówiąc, zasady językowe umieszczam w kontekście tego, co nas otacza. Język przecież żyje, wciąż się zmienia, odzwierciedla to, co dzieje się wokół nas. Dzięki temu, mam przynajmniej taką nadzieję, dany problem językowy stanie Ci się bliższy.
Daleko jest Ci za to pewnie do czytania o oczywistościach. Mnie też. Dlatego nie omawiam wszystkich możliwych zasad, nie podaję miliona haseł i przykładów, ale skupiam się na tym, co realnie sprawia problem piszącym. Myślę bowiem, że pójście pod drewniany budynek w hełmie w obawie przed tym, że w teorii istnieje ryzyko spadnięcia cegły na głowę, jest jednak przesadą.
To, co boli użytkowników języka polskiego, diagnozuję nie tylko jako doktor (językoznawstwa), ale i jako praktyk. Od kilkunastu lat jestem redaktorem językowym, wraz z żoną prowadzimy firmę korektorską – i rynek nas cały czas pozytywnie weryfikuje. Sprawdziłem sporo ponad 400 książek naukowych (stan na koniec 2025 r.), pracuję nad kilkunastoma czasopismami branżowymi, byłem (i nadal jestem) korektorem materiałów reklamowych i dla kameralnych firm, i dla największych globalnych marek. Widzę więc każdego dnia, co gryzie autorów (w najróżniejszym wieku, pracujących w różnych branżach) i na jakich przeszkodach się wywracają. Nie wymieniam tego w oczekiwaniu „nie szczędź mi pochwał”, ale z nadzieją, że te liczby pokazują jasno, że znam od podszewki zwyczaje językowe użytkowników polszczyzny i nie będę spychał Cię w teoretyczną otchłań, ale pokażę Ci głębię praktyki.
„Tyle słońca w całym mieście”, czyli co dla kogo jest jasne?
Oczywiście od teorii nie uciekniemy – i bardzo dobrze (dla Ciebie). Bo ona jest bardzo potrzebna, ale wtedy (i tylko wtedy), gdy służy praktyce. Przy niektórych podrozdziałach możesz zastanawiać się, dlaczego opisuję coś, co jest dla Ciebie oczywiste. Przejdź wtedy bez skrupułów do kolejnej części – książka jest dla czytelnika, a nie dla autora. Pamiętaj przy tym, że komuś innemu większy problem może sprawiać zagadnienie dla Ciebie zupełnie bezproblemowe – i odwrotnie.
Słownik… jest dla każdego, nie ma ograniczeń wiekowych, choć może przyjmijmy 10+. Być może chodzisz do szkoły i znajomość ortografii jest Ci potrzebna zarówno na lekcjach języka polskiego, jak i na egzaminie kończącym dany etap edukacji. Może szkoła to dla Ciebie zamknięta historia, ale pamięć o niej wróciła, gdy Twoi obserwujący oraz inni ludzie wytknęli Ci w komentarzach pod Twoim postem nieznajomość ortografii. A może po nauczeniu się w słusznym wieku jazdy na nartach czy po skoczeniu na bungee zakiełkowała Ci myśl: „Teraz pora na ortografię. Kto ma dać radę, jeśli nie ja?”. Każda motywacja ruszenia w drogę zasługuje na szacunek, jeśli miejsce, do którego zmierzamy, jest tego warte. Ortografia i interpunkcja mają w sobie to coś.
Są takie rejsy po morzu, gdy chętni pasażerowie mogą zejść z pokładu i zanurzyć się w akwenie. Niektórzy robią to odważnie i płyną wpław, inni wchodzą do wody w kapoku, a jeszcze inni go nie potrzebują, ale czują się w wodzie pewnie wtedy, gdy są bardzo blisko statku. Słownik… jest łodzią oferującą i trap, i kapok. Ty decydujesz, czego potrzebujesz w danym momencie.
Na statku mogą przydać się różne rzeczy, ale są też takie, których przechowywanie nie świadczy o zapobiegliwości, lecz o maniakalnym zbieractwie załogi, zagrażającym komfortowi pasażerów. Sanki czy rakieta tenisowa na łodzi są dokładnie tak samo potrzebne, jak tłumaczenie w części ogólnej słownika skierowanego nie do kilkulatków, że nazwiska zapisujemy wielką literą, a w części hasłowej umieszczanie słów typu „telefon”. W tej książce omówimy to, co może Ci się najbardziej przydać, a do tego zrobimy to w jedynej rozsądnej kolejności: zaczynając od spraw najtrudniejszych.
Muszelki to nie sinice, czyli czym jest autorski słownik?
Gdańsk, pogoda wyjątkowo słoneczna jak na polskie lato nad morzem, za to Bałtyk – trójmiejski standard: pełno sinic, zakaz (na strzeżonej plaży) kąpieli. Na niestrzeżonej części trochę ludzi w wodzie. Kolejni chętni wstają z ręcznika. Jeden mówi: „Nie po to przyjechałem, by nie wejść do morza”. Inny: „Jakie tam sinice?!”. To prawdziwe historie. Część ludzi tak ma: oczekuje, że świat się zatrzyma (albo ruszy z kopyta), bo oni tego chcą. Nie, tak to nie działa – sinice nie stają się muszelkami, bo ktoś ma takie pragnienie.
Wyjdźmy z wody na ziemię i zapytajmy: co to ma wspólnego z regułami językowymi? Bardzo wiele. Sprawa wydaje się (więcej – taka powinna być) prosta: są powszechnie obowiązujące zasady, to trzeba ich przestrzegać. Zdarzają się niestety do dziś, nawet na w założeniu poważnych stronach internetowych, sytuacje wskazywania niepoprawnego zapisu jako… poprawnego. To dezorientuje czytelnika, wprowadza intelektualny zamęt. Do wody z sinicami nie warto wchodzić.
Tu masz przejrzystą sytuację. Oddzielam bowiem to, co sądzę na temat danej reguły, od tego, że ona bezwzględnie obowiązuje i do jej przestrzegania mocno i wielokrotnie Cię w książce namawiam. Zasady językowe bardzo przypominają przepisy prawa. Należy się do nich stosować, ale to nie znaczy, że nie warto dyskutować o ich sensowności. Wręcz trzeba. Dyskutując o języku, pokazujemy przecież, że jest dla nas ważny (i to już bardzo dużo). Idealny finał? Wpływ, nawet powolny i pośredni, na zmiany na lepsze w przyszłości.
Nie ma rozmowy bez szacunku dla innych poglądów. Dzielę się z Tobą swoimi poglądami na to, jak ortografia i interpunkcja wyglądają oraz jakie moim zdaniem powinny być. Możesz się ze mną zgadzać, masz prawo uważać inaczej.
Tak samo jest z przykładami, które mają pomóc Ci zrozumieć dane zagadnienie. Przybliżając Ci ortografię i interpunkcję, celowo odwołuję się do takich, a nie innych cytatów, filmów, wydarzeń – to wyraz moich przekonań, gustu. Dzielę się tym z Tobą, bo szacunek do Ciebie, jaki mam, wymaga szczerości. W autorskim słowniku o popularnonaukowym charakterze, a taki (słownik, nie charakter) trzymasz w ręce, jest miejsce i na większą swobodę narracji, i na bardziej osobisty charakter książki. Czasem więc odwołuję się do swoich doświadczeń i pasji – nie dlatego, że zakładam bycie dla Ciebie jakimkolwiek punktem odniesienia (bo oczywiście nim nie jestem), ale dlatego, że jest wysoce prawdopodobne, że tworzymy różne wspólnoty myśli. Jestem naukowcem i przedsiębiorcą, uwielbiam dobrą książkę i takiż film, nie wyobrażam sobie dnia bez aktywności sportowej. Kocham i jestem kochany. To pewne – coś nas łączy, nie tylko to, że nie wchodzimy do morza pełnego sinic. I to nam pomoże lepiej zrozumieć ortografię.
Czasem, czy tłumacząc zasadę, czy podając Ci przykład, odnoszę się do konkretnej sytuacji społeczno-politycznej. Absolutnie podzielam zdanie Małgorzaty Anny Maciejewskiej, według której: „Nauka nie jest neutralna aksjologicznie. To raczej ukrywanie pewnych założeń za zasłoną dymną bezstronnej neutralności jest ideologią”[2]. Doprecyzuję przy tym: nie chodzi mi o propagandę w żadną stronę, ale o zabieranie głosu w sprawie wartości. O nich zawsze warto rozmawiać (jakże aktualne są słowa Ockara Wilde’a: „Ludzie znają dziś cenę wszystkiego, nie znając wartości niczego”). Dzielę się z Tobą opinią, nie narzucam jej. Na tym polega szczera rozmowa, której cel w naszym przypadku to poznanie językowej głębi. Sięgam świadomie po wyraziste przykłady – one pozwolą Ci dużo szybciej zapamiętać regułę. A o to Tobie i mnie przecież chodzi. Idźmy dalej.
Autorski słownik to realizacja wizji tworzenia tego typu publikacji. Nie może za to oznaczać zastępowania istniejących reguł własnymi fanaberiami, bo to byłaby intelektualna anarchia. Prawda naukowa – ją warto lajkować.
„Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. A może sprawdź siebie sam(a)?
Testy, sprawdziany – to nie kojarzy się dobrze. Szkolny, uczelniany czy zawodowy stres, może nawet pierwsze siwe włosy od tego. A teraz wyobraź sobie, że siedzisz na balkonie czy werandzie, na kolanach ukochany czworonóg, w pobliżu małe co nieco do spożycia, muzyka relaksacyjna z YouTube’a. W takich okolicznościach sprawdzasz swoją ortograficzną wiedzę, rozwiązując testy i czytając teksty dyktand. Nie, to nie hipnoza. Nie – to nie sesja coachingu na Instagramie. To Słownik…
W jakim miejscu i w towarzystwie kogo, czego czujesz się najlepiej – wiesz tylko Ty. Moja część zadania to umożliwienie Ci sprawdzenia się. Wszystko znajdziesz po części wyjaśniającej zasady. W przypadku testów ortograficznych i interpunkcyjnych możesz w książce wpisać poprawne odpowiedzi albo zapisać je w pamięci, a następnie sprawdzić właściwe rozwiązania. Dyktanda sobie przeczytaj, zastanów się, czy dana pisownia jest dla Ciebie jasna. Te ortograficzne łamigłówki mają oznaczenia wieku – chodzi o ich trudność. To oczywiście szacunkowe założenia – dla każdego proste pytanie jest to, na które zna odpowiedź.
Przygotowałem dla Ciebie 31 zagadek – na każdy dzień tygodnia[3]. Testy i dyktanda są mojego autorstwa[4]. Zgodnie z założeniem całej książki dotyczą współczesnej polszczyzny i kultury. Poznasz tam różnych bohaterów mających odmienne poglądy, pasje, upodobania kulinarne – być może z kimś mocniej się utożsamiasz? Przedstawiam różne postaci, przy czym w przeciwieństwie do Kanału Zero i wielu podobnych mediów nie zakładam, że w imię wolności słowa warto dawać głos siewcom chaosu i dezinformacji (nie wyłączając ksenofobii), by zwiększać ich i własną popularność. Nie, na dziurawych fundamentach nie zbudujemy domu dla żadnej wspólnoty.
Z testów i dyktand korzystaj tak, jak będzie Ci wygodnie. Być może będziesz chcieć je wykorzystać, by sprawdzić znajomość ortografii Twoich uczniów czy dzieci. Możesz dowolnie miksować materiały, coś dodawać, coś odejmować – to książka dla Ciebie, to Ty nią rozporządzasz.
„Podaj hasło!”. „Ile można?”
Bywają słowniki, nie tylko ortograficzne, które już na okładce mocno eksponują liczbę haseł. Preferencje są różne, ale naprawdę najważniejsza jest jakość, nie ilość. Mnożenie słów, podawanie takich, w których ryzyko popełnienia błędu jest porównywalne z szansą na zdobycie przez polskich piłkarzy mistrzostwa świata, być może przynosi satysfakcję autorowi, ale co ma z tego (dobrego) czytelnik, który musi przedzierać się przez gąszcz słów?
Powtórzę: książka jest dla Ciebie, nie dla mnie. Ma być Ci pomocna. Dlatego w Słowniku… nie mnożę słów ponad miarę. Są wyrazy spełniające łącznie dwa warunki. Po pierwsze, są realnie używane przez piszących. Po drugie, istnieje prawdopodobieństwo popełnienia w nich błędu. Wyrazy dobierałem, bazując na wspomnianych już doświadczeniach redakcyjnych, ale także na badaniach własnych (przede wszystkim analizuję poprawność portali internetowych). Korzystałem także z najnowszych słowników tematycznych, dokumentujących m.in. słownictwo występujące w określonym popularnym medium czy w języku danej grupy zawodowej bądź społecznej. Były to zarówno publikacje naukowe, jak i branżowe (ich listę znajdziesz w bibliografii).
Jesteś inteligentną osobą – wiem, że po zapoznaniu się z pisownią wyrazu „łyżka” nie będziesz mieć żadnych problemów, by i „łyżeczkę” napisać poprawnie. Dlatego w Słowniku… nie znajdziesz tego typu rodzin wyrazów – szkoda tracić czas na oczywistości. O ile Bruce Lee nie przemawiał do mnie nigdy jako aktor, to jako autor słów: „Jeśli kochasz życie, nie trać czasu, bo czas jest tym, z czego składa się życie” trafił w sedno.
Danie wędki jest według mnie lepsze niż ofiarowanie ryby. Wędka w Słowniku… ma postać ramek. Mam nadzieję, że pozwolą Ci one na dłużej zapamiętać właściwą pisownię, opartą na określonej regule. Zamiast więc 100, 500 czy 1000 słów, które opierają się na tej samej zasadzie, podaję kilka i obok przypominam, dlaczego trzeba to napisać tak, a nie inaczej. Dzięki temu bez nieustannego weryfikowania części ogólnej będziesz w stanie na dłużej utrwalić sobie konkretny zapis.
Część słownikową podzieliłem na trzy działy: nazwy pospolite, nazwy osobowe, nazwy geograficzne. Uważam, że skoro wielokrotnie zasada ortograficzna nie ma zastosowania przy nazwach własnych i geograficznych, to warto te grupy rozdzielić.
Co jest dziś w języku, musi być w słowniku
W części z nazwami pospolitymi wpisałem wiele zapożyczeń z języka angielskiego. Być może znasz go perfekcyjnie – szczerze Ci gratuluję. Pamiętaj jednak, że w polszczyźnie tendencja do wielkiej litery jest znacznie mniejsza niż w języku Szekspira, więc dla pewności to też możesz sprawdzić, bo przecież często powtarzasz: „Najgorzej, gdy się komuś coś wydaje”. Być może w angielskim czujesz się średnio albo w ogóle go nie znasz. Nie masz się czego wstydzić – pierwszy i najważniejszy obowiązek językowy to poprawne posługiwanie się polszczyzną. Może jednak okazać się, że musisz sprawdzić zapis jakiegoś słowa angielskiego, które przenika (bądź już to zrobiło) do naszego języka. Słownik… Ci w tym pomoże.
Znajdziesz w nim wiele wyrazów modnych. Przedstawiciele myślenia „kiedyś to było lepiej” powiedzą, że trzeba odczekać co najmniej kilkanaście lat, by sprawdzić, czy dany wyraz jest nadal używany, i dopiero wtedy umieścić go w słowniku. Cóż, co może być za 15 lat, to gdybylogia. Co jest teraz – to fakt naukowy. Skoro użytkownicy języka sięgają po jakieś słowo, to znaczy, że ma to rejestrować słownik współczesnej polszczyzny. Nie ma na co czekać.
„Kiedyś Tata Kazika, dzisiaj mama Magical” – ciekawe czasy dla ortografii?
Wśród postaci z kategorii „nazwy osobowe” są zarówno osoby mające wielkie znaczenie dla kultury (np. nobliści z dziedziny literatury, słynni malarze), sportowcy, jak i gwiazdy filmowe. Nie brakuje postaci historycznych, ale zdecydowaną większość stanowią, zgodnie z nazwą Słownika…, współczesne postaci z Polski i z innych krajów. Żyjemy w ciekawych czasach – w przysłowiu ciekawość jest blisko piekła. Przypadek? Co sądzisz? Peja, najwybitniejszy moim zdaniem przedstawiciel polskiego hip-hopu, w znakomitym utworze Hierarchia wartości zauważa przenikliwie: „Zmiana hierarchii wartości, jakbyś mnie o to pytał. Kiedyś Tata Kazika, dzisiaj mama Magical”. Poruszająca głębia… Szczyty popularności osiągają rozmaici influencerzy – część z nich niezmiennie przestrzega zasad prawa i etyki, są dla Ciebie ważni (szanuję to), ale są też tacy, u których redukcja liter w nazwisku w kronice kryminalno-śledczej jest odwrotnie proporcjonalna do wzrostu zasięgów. Patologii (lub ryzyka przejścia na ciemną stronę mocy) jest niestety wiele, dlatego postanowiłem nie umieszczać w Słowniku… youtuberów czy instagramerów znanych wyłącznie z tego.
Wbrew tym, według których jedynym wyznacznikiem wartości jest liczba followersów, także współcześnie można być jednocześnie kimś popularnym i mieć realne osiągnięcia. W tej części książki znajdziesz zatem nazwiska ludzi ze środowiska filmowego, muzycznego, sportowego. Na pewno część kojarzysz, ale może masz wątpliwość, jak zapisać ich imiona, nazwiska lub pseudonimy – dzięki Słownikowi… będziesz mieć pewność.
Przy doborze nie kierowałem się swoim gustem. Co więcej, przyznaję, że o części tych osób wcześniej nie słyszałem. Moje preferencje nie mają jednak znaczenia. Sprawdzałem różne źródła, np. listy laureatów prestiżowych nagród (filmowych, muzycznych itp.), wykonawców najczęściej słuchanych na Spotify. Wybierałem te imiona, nazwiska i pseudonimy, w których – analogicznie jak przy nazwach pospolitych – istnieje realne ryzyko popełnienia błędu. Ważna kwestia: z faktu, że ktoś posługuje się scenicznym czy internetowym pseudonimem xYz, wynika od strony językowej jedna, jedyna rzecz: ktoś ma pseudonim xYz. Druga konsekwencja jest po stronie odbiorcy – jeśli chce on uszanować daną jednostkę czy grupę ludzi, to będzie stosował zapis xYz, a nie np. XYZ. Jeśli zatem w tej części Słownika… znajdziesz hasło zaczynające się małą literą, to nie jest to niczyje przeoczenie, ale zapis zgodny z zamiarem osoby noszącej dany przydomek.
Wśród nazw geograficznych umieściłem przede wszystkim miasta, regiony i krainy geograficzne państw, gdzie zgodnie z licznymi badaniami rynku turystycznego istnieje największe prawdopodobieństwo, że tam planujesz być (a może już to nastąpiło?) lub masz w tych miejscach znajomych czy rodzinę. Zgadzam się z Tobą (i z Lisem z Małego Księcia) – „Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. Kluczowe są wrażenia z danych miejsc, a nie ich nazwy. Jeśli jednak np. jako prezent dla bliskich szykujesz określony gadżet ze zdjęciami i podpisami, to na pewno chcesz napisać te miejsca poprawnie, czyż nie?
Czy ten Słownik… brzmi znajomo?
Jeśli przyszło Ci do głowy to pytanie, to bardzo się cieszę, że spotykamy się ponownie, a jeśli nie – to równie miło mi Ciebie poznać. Ta książka oparta jest na Słowniku ortograficznym współczesnego języka polskiego z poradnikiem, który został wydany w 2022 r. W porównaniu z tamtą publikacją niniejszy Słownik… zawiera jednak bardzo wiele nowych treści.
Od 1 stycznia 2026 r. weszły w życie pewne zmiany w ortografii, które wprowadziła Rada Języka Polskiego (bardzo ważne dla uczniów: Centralna Komisja Egzaminacyjna uznała, że nowe zasady staną się obowiązkowe na egzaminach od 2031 r., a do tego czasu uznawana będzie zarówno pisownia sprzed 2026 r., jak i ta nowa[5]). Od razu Cię uspokajam: szoku nie przeżyjesz. Wbrew części językoznawców i redaktorów językowych nie mamy do czynienia z żadną rewolucją, co jasno i niezbicie pokazują liczby: decydenci zmienili kilkanaście punktów w ortografii spośród – uwaga, uwaga – znacznie ponad 300 reguł. Polska interpunkcja obejmuje ok. 450 zasad, a zmian dokonanych przez RJP jest – trzymaj się naprawdę mocno – okrągłe zero. Niemniej musisz mieć świadomość, co się zmieniło, i tych zapisów przestrzegasz. Te, które mają znaczenie praktyczne, omawiam w części wyjaśniającej zasady. Wszystkie zaś znajdziesz w zbiorczej tabeli w dalszej części książki.
W Słowniku… poruszam też kilka zagadnień, o których nie pisałem wcześniej. Wtedy nie sprawiały kłopotów piszącym, więc nie było potrzeby się tym zajmować, teraz sytuacja się zmieniła.
Część materiałów z 2022 r. teraz zmodyfikowałem, by pozajęzykowy kontekst był jak najbardziej aktualny.
Dodałem coś zupełnie nowego – testy i dyktanda, o których już wspomniałem.
Część hasłowa zawiera o kilkaset słów więcej niż wcześniejsza wersja.
W dobrym serialu część głównych bohaterów pojawia się w każdym odcinku, tło wydarzeń nie zmienia się radykalnie, zdarzają się retrospekcje, a mimo to nie ma żadnej wtórności – czekasz z niecierpliwością na kolejną scenę. Jeśli choć trochę Słownik… przypomni Ci taką produkcję, będę bardzo szczęśliwy. A najbardziej wtedy, jeśli ta publikacja Ci się przyda, rozwiąże choć jeden językowy problem.
Prawdziwą opowieść poznajemy po tym, że… nigdy się nie kończy
Ta książka to opowieść. Jak już na pewno się domyślasz – nie tylko o ortografii. Także szerzej: o języku, kulturze, kulturze języka. Czyli o tym, co tworzy naszą tożsamość. To zatem także opowieść o Tobie. Takie historie nigdy się nie kończą – każdego dnia życie dopisuje kolejne rozdziały. Gdybyś chciał(a) coś dodać, uzupełnić, o coś dopytać – napisz do mnie na mail: sebastian.surendra@dobrakorekta.pl lub skontaktuj się ze mną na portalu LinkedIn.
Wszystkiego dobrego!
Sebastian Surendra
[1] K. Baraniak, Turyści utknęli w Tatrach. Drogę wskazał im… ChatGPT, https://tatromaniak.pl/aktualnosci/turysci-utkneli-w-tatrach-droge-wskazal-im-chatgpt/ [dostęp: 10.02.2026].
[2] M. Rotkiewicz, Fikcyjni naukowcy i pseudonauka, https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1769992,1,fikcyjni-naukowcy-i-pseudonauka.read [dostęp: 13.03.2022].
[3] Jak zobaczysz w dalszej części książki, liczbę zagadek musisz solidnie pomnożyć, bo w jednym zadaniu kryje się kilka, a nawet kilkanaście tajemnic.
[4] Niektóre powstały „od zera” na użytek książki. Inne są znacznymi modyfikacjami (z nadaniem kontekstów sięgających także 2026 r.) dyktand, jakie układałem w latach 2008–2015 na potrzeby konkursów ortograficznych w różnych miastach Wielkopolski, najczęściej we Wrześni.
[5] Od 1 stycznia 2026 zaczną obowiązywać nowe zasady ortografii. Prof. Jan Miodek uspokaja: „Żadnej rewolucji nie będzie”, https://glos.pl/od-1-stycznia-2026-zaczna-obowiazywac-zmiany-w-zasadach-ortografii-prof-jan-miodek-uspokaja-zadnej-rewolucji-nie-bedzie [dostęp: 18.02.2026].

Foto – autor na Międzynarodowych Targach Książki w Warszawie


