Interwencja: Kto dokonał eutanazji psa z Szamotuł?

Zdaniem policjantów właściciele nie mogli zaniedbać psa, „bo to mili ludzie”. Komisariat policji przysyła puste maile. „Mili ludzie” twierdzą, że zwierzę zostało uśpione przez lekarza weterynarii. Lekarz ani nie potwierdza, ani nie zaprzecza, tłumacząc się upływem czasu i dużą liczbą czworonożnych pacjentów.

W dniach 24 oraz 25 stycznia 2024 została przeprowadzona interwencja w sprawie cierpiącego psa z posesji w Szamotułach. Interwencję przeprowadzały inspektorki Fundacji WIOZ (Wielkopolski Inspektorat Ochrony Zwierząt). Dysponują materiałem filmowym i zdjęciowym, dokumentującym stan psa zagrażający życiu, świadczący o jego wielkim cierpieniu (guzy wokół oczu, ogólne osłabienie, pies poruszał się z trudnością).

Policja pisze szyfrem

Ponieważ na posesji nikt nie otwierał, zwróciły się z prośbą o wsparcie do tutejszej policji. Wedle relacji inspektorek WIOZ, przybyli policjanci od razu przyznali, że znają prywatnie właścicieli psa i że na pewno jest wszystko w porządku, bo to „mili ludzie”, jak się mieli wyrazić; policjanci orzekli o stanie psa, nie widząc w ogóle zwierzęcia, który schował się w budzie.

W opinii inspektorek WIOZ, policjanci nie pomogli interweniującym inspektorkom WIOZ, wykazując zarazem nieznajomość prawa w zakresie ustawy o ochronie zwierząt.

Pies miał zostać uśpiony przez miejscowego lekarza weterynarii, jak miał potem powiadomić inspektorki właściciel psa. Tym samym, nie udało mu się pomóc, a teraz zwierzę już nie żyje.

Zwróciliśmy się z prośbą o wyjaśnienie do komendy policji w Szamotułach. Uzyskanie tej odpowiedzi nie było proste, mimo szczegółowego opisu problemu i jasno sformułowanych pytań, otrzymywaliśmy puste maile bez jakiejkolwiek treści lub też niepodpisane maile lub maile zawierające zaszyfrowane załączniki.

Komenda uzasadniała to troską o dane osobowe, choć nie podaliśmy ani nazwiska, ani imienia właściciela psa, mail zawierał jedynie adres interwencji, który zgodnie z powszechnie znanymi zapisami RODO oraz prawa prasowego nie mógł być podany w artykule prasowym. Komenda też nie wyjaśniła, dlaczego wysyła maile bez podpisu i czy to też troska o dane osobowe, w tym przypadku oficera prasowego komendy.

Dobro zwierząt na sercu?

Ostatecznie, po wielu miesiącach, uzyskaliśmy wyjaśnienie, które przytaczamy w dosłownym brzmieniu, tym razem już z podpisem oficera prasowego.

– W dniu 24 stycznia br. policjanci otrzymali prośbę o wsparcie od przedstawicielek fundacji Wielkopolski Inspektorat Ochrony Praw Zwierząt. Ze zgłoszenia wynikało, iż na terenie posesji znajduje się stary, schorowany pies i właściciele nie chcą wpuścić przedstawicieli fundacji. Policjanci przyjechali na miejsce, obeszli dookoła posesję, jednak nie ujawnili żadnego psa. Nikt nie otwierał drzwi i z uwagi na brak podstaw do siłowego wejścia do mieszkania, na tym nasze czynności na miejscu w tym dniu zakończyły się. Policjanci przekazali zgłaszającej kontakt do dzielnicowego, a także poinformowali, iż w sprawie może złożyć stosowne zawiadomienie.  Dzielnicowy z rejonu, w którym doszło do interwencji poinformowany o sytuacji, z uwagi na zadania wynikające z obowiązujących przepisów, w dniu 25 stycznia nawiązał kontakt z mieszkańcami posesji, aby zweryfikować czy mogło dojść do znęcania się nad psem. Właściciel poinformował dzielnicowego, iż tego samego dnia, przed wizytą policjanta udał się z psem do weterynarza. Pies był już w podeszłym wieku i chorował na nowotwór, a z uwagi na medyczne przesłanki do wykonania eutanazji, ze względów humanitarnych lekarz weterynarii uśpił zwierzę. Podczas przeprowadzanych interwencji funkcjonariusze informują strony (zarówno zgłaszających, jak i osoby wobec których zgłaszane są interwencje) o prawach i obowiązkach. Zapewniam Panią, iż policjantom również zależy na dobru zwierząt, a czynności funkcjonariuszy były podejmowane zgodnie z obowiązującymi przepisami i nie stwierdzono nieprawidłowości w ich postępowaniu – informuje st. asp. Sandra Chuda, oficer ds. prasowych Komendy Powiatowej Policji w Szamotułach.

Policja nie skomentowała jednak faktu ujawnienia podczas interwencji prywatnej znajomości właściciela psa z funkcjonariuszami, co w opinii inspektorek WIOZ wpłynęło na jakość i skuteczność podejmowanych działań.

 Bez odpowiedzi

Próbowaliśmy potwierdzić też informację, iż eutanazji psa faktycznie dokonał weterynarz, a nie sam właściciel, do czego nie był uprawniony i co stanowiłoby naruszenie prawa. Z pytaniem o potwierdzenie tej czynności w rejestrze zwróciliśmy się do rzecznika Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej. Spytaliśmy, czy gdyby pies był uśpiony przez weterynarza, to rzecznik Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej mógłby nam to potwierdzić. Pytaliśmy, czy eutanazje wpisywane są do jakiegoś rejestru, w którym można sprawdzić który weterynarz dokonywał eutanazji jakiego konkretnego psa? Czy istnieje obowiązek rejestrowania w ewidencji eutanazji psów przez weterynarzy?

– Nie ma czegoś takiego jak rejestr eutanazji. Ale każdy lekarz weterynarii w procesie leczenia zwierząt ma ustawowy obowiązek prowadzenia dokumentacji lekarsko-weterynaryjnej. W niej powinny się znaleźć informacje o: wykonywanych zabiegach, stosowanych produktach leczniczych.  Oznacza to, że po wykonaniu zabiegu eutanazji lekarz weterynarii powinien zostawić taką informację w dokumentacji – wyjaśnia Witold Katner, rzecznik prasowy Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej.

Zwróciliśmy się bezpośrednio do wskazanego lekarza weterynarii z Szamotuł, z Gabinetu Weterynaryjnego LIKAON, który miał uśpić psa. Poprosiliśmy o potwierdzenie lub zaprzeczenie, prosimy też o informację, czy wcześniej ten pies był leczony, czy nie. Na maila nie uzyskaliśmy odpowiedzi, więc próbowaliśmy się dodzwonić. Lekarz nie odebrał, ale potem oddzwonił. Nie podał jednak informacji o psie z Szamotuł. Tłumaczył, że interwencja miała miejsce już pół roku temu, a przez gabinet przewija się dużo psów, więc nie chciałby opierać się na samym opisie sprawy i zwierzęcia, bez spojrzenia na zdjęcie psa. W tej sytuacji zasugerowaliśmy możliwość wysłania zdjęcia, na co lekarz odpowiedział, że na podstawie zdjęcia też jednak nie chciałby wypowiadać się, że wolałby numer chipa. Nie wiemy jednak, czy pies w ogóle posiadał chip, a po adresie właściciela psa weterynarz nie chciał sprawdzić, czy dokonał eutanazji, czy też nie. Stąd nie ma pewności, czy pies faktycznie został humanitarnie uśpiony w gabinecie weterynaryjnym, czy też zakończył swój żywot w inny sposób. W ustaleniu tych faktów weterynarz z Gabinetu Weterynaryjnego LIKAON nam nie pomógł.

Nasz komentarz

Gdyby zgłoszenie cierpiącego psa trafiło do Fundacji WIOZ Wielkopolski Inspektorat Ochrony Zwierząt wcześniej, można by było pomóc psu. A tak – chorował i cierpiał długo, a kiedy w  końcu ktoś zlitował się nad zwierzęciem i odważył anonimowo go zgłosić Fundacji – było już za późno. Pies nie żyje i nic nie zmieni jego losu. To jeden z setek tysięcy polskich psów, w budach, na łańcuchach, psów, na które nikt nie zwraca uwagi. To codzienność polskich wsi i miasteczek. Ale każdy, kto się odważy zgłosić cierpiące, zaniedbane zwierzę, to robi wielką rzecz. Bo u nas trzeba wielkiej odwagi, by dokonać takiego czynu wbrew wszystkiemu i wszystkim, wbrew okrutnemu zwyczajowi trzymania psów na łańcuchach, nieleczenia ich, wbrew społecznemu biernemu przyglądaniu się ich cierpieniu oraz niezauważania zła czynionego zwierzętom.

Krzysztof Ulanowski, Sandra Walczak

 

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Current ye@r *