Interwencja w Radysach: „Pierwsze co atakuje nasze zmysły to duszący, dopadający na nas zewsząd odór moczu, gnijącego mięsa (…), hałas, szczekanie, przerażające wycie, skowyt”

RELACJA INTERWENCJI W RADYSACH

„A gdy się wypełniły dni i umrzeć przyszło latem, przez most tęczowy przeszły psy. – Równiutko. Łapa w łapę.
Od łap tysięcy dudnił most, deszcz krwawy smagał ziemię, a one szły, i szły, i szły, ból niosąc i cierpienie.
Anioł zastukał w boże drzwi: – „Mój Panie, już są blisko”- …Popatrzył w oczy pełne łez, choć przecież znają wszystko. U zejścia z mostu stanął Bóg – pobladły, wargi drżące – jak tu utulić wszystkie psy, gdy idą ich tysiące? Jakimi słowy błagać ma Bóg psy o wybaczenie za to, że wierząc w obraz swój, dał człowiekowi Ziemię?”
Barbara Borzymowska

 

Oczekiwanie na dzień interwencji było dla nas wszystkich czasem ogromnego niepokoju

Dzień przed planowaną interwencją,16.06.2020 r spotkaliśmy się wszyscy na ostatniej odprawie w wyznaczonym wcześniej miejscu. Tydzień wcześniej przedstawiciele organizacji biorących udział w interwencji spotkali się z Prokuratorem oraz przedstawicielami Policji.

Zadania zostały rozdzielone, funkcje przypisane wraz z identyfikatorami. Udaliśmy się do różnych hoteli, żeby nie wzbudzać zbytniego zainteresowania, emocje rosły. Nie udało nam się zasnąć.

O 6:00 Prokuratura olsztyńska wraz z Komenda Policji oraz Służbą Celną z Olsztyna weszli na teren schroniska w Radysach. Rozpoczęły się oględziny, przeszukania oraz żmudne zabezpieczanie dowodów.

O godz. 7:00 spotkaliśmy się wszyscy kilka kilometrów przed Radysami, wzbudzając ogromne zainteresowanie mieszkańców. Liczne oznakowane patrole interwencyjne oraz sami członkowie organizacji w swoich mundurach byli ogromnym zaskoczeniem. Czekaliśmy na sygnał policji. W końcu nastąpił ten moment. Ruszyliśmy na przeklęte Radysy. Świadomość uczestniczenia w tym przełomowym momencie była budująca, a zarazem myśl o tym, co możemy zastać – przerażała.

Dotarliśmy pod schronisko, podzieleni na grupy i po ostatniej odprawie z Prokuratorem oraz biegłą sądową w zakresie weterynarii w końcu przeszliśmy przez bramy piekła dla tysięcy zwierząt – ostatniej drogi w ich tragicznym życiu. Naszym oczom ukazały się obrazy, które z każdym kolejnym dniem prześladują nas coraz bardziej. Nie dają spać, nie dają zebrać myśli, nie dają normalnie funkcjonować i cieszyć się życiem. Myślę że przeżywamy coś w rodzaju stresu pourazowego u żołnierzy.

Pierwsze co atakuje nasze zmysły to duszący, dopadający na nas zewsząd odór moczu, gnijącego mięsa – którym karmione były zwierzęta, kału… W miarę zbliżania się do kojców coraz większy hałas, szczekanie, przerażające wycie, skowyt może cierpiących zwierząt, może właśnie wzajemnie się zagryzających, aż w końcu one…

Pierwsze zostały wyniesione szczenięta… parwowiroza, śmiertelna choroba zakaźna, kolejne psiaki wychodzą, jest i nosówka.

Do tej pory moja metoda na opanowanie emocji to unikanie kontaktu wzrokowego, ale tu było ich tak wiele , wszędzie oczy, te oczy przepełnione strachem przed człowiekiem, cierpieniem, bólem, brakiem nadziei.

Łzy cisną się do oczu, ręce i cało ciało dopada spazm, który musisz za wszelką cenę opanować, nie możesz dopuścić, żeby się rozkleić, bo na nic się nie przydasz, bo im nie pomożesz. Pomożesz tylko wtedy kiedy będziesz twarda.

Mimo wczesnej pory panował już duży upał, z każda godziną było tylko gorzej. Ale my mogliśmy się zmieniać w grupach, my mogliśmy wyjść, napić się wody, odpocząć… One nie miały wyboru. Brak wody, brak schronienia przed słońcem. Brudne, pogryzione, samice niewysterylizowane z niewykastrowanymi samcami, ciężarne z ropomaciczem, guzami powrastanymi i poprzerastanymi pazurami, zagryzające się samce.

Powalający na kolana obraz martwych zwierząt w kojcach w tym szczenię zjadane już przez larwy. Leży to psie dziecko razem z kilkoma innymi, jeszcze żywymi maluchami. Inne zwłoki – już zmumifikowane, wysuszone i kolejne, w stanie rozkładu, widoczne kości i larwy much… W głowie obrazy, co dzieje się, kiedy szczenne suki urodzą swoje małe w kojcach z dorosłymi niewykastrowanymi samcami… Czy zostają rozszarpane?

Niewidome staruszki, otyłe, ledwo żywe, z niewydolnością krążeniową i on… Samiec, otyły starszy psiak trochę w typie amstafa, z trudem łapiący oddech, rozpalony na granicy życia i śmierci. Udar termiczny, potrzebna szyba reakcja, jedyna szansa to szybkie schłodzenie i podanie tlenu. Taczka, woda. Grzegorz pyta: „Pojedziesz z nim do kliniki?” Oczywiście, natychmiast jedziemy w towarzystwie Poseł Katarzyny Piekarskiej. Walka z czasem i modlitwa o cud . Najdłuższe 35 km w moim życiu z umierającym psem.

W klinice traci przytomność, ale walczy, nie poddaje się. W tej samej klinice jest już szczenię, które jako pierwsze wyniosła Basia Zarudzka – parwowiroza.

Psina zostaje, my wracamy do piekła. Chwila oddechu i powrót na kojce. Najpierw szukanie czipa u każdego, oględziny, zdjęcia, kolejny numer w naszym katalogu ze zdjęciem i opis. Stawiamy kropkę przy psie którego życie i zdrowie jest zagrożone i musi zostać odebrany. Oczekiwanie na biegłą sądową, jeśli jest zgoda, specjalna klatka kenelowa i wyjazd ze schroniska. Zagrożenie życia, te psy natychmiast trafiają do pobliskich lecznic, ale także i tych oddalonych 150 km od Radysy. Wiele transportów ratujących życie.

Upływają kolejne koszmarne godziny, upał wzmaga piekielność tego miejsca, nadchodzi burza, przerywa na chwilę nasze działania. Daje chwilę wytchnienia.

Facebook huczy, tysiące ludzi z zapartym tchem na całym świecie, gdzie tylko mieszkają Polacy i wiedzą, co to za miejsce, śledzą kolejne nasze doniesienia.

Ludzie z okolic przysyłają nam, wodę, kawę, jedzenie. Wspomagają, jak mogą.

Mijają kolejne godziny, zostaje nas coraz mniej, inni musieli wyjechać, zabrali ze sobą także zwierzęta, które natychmiast musiały trafić do klinik.

Okazuje się że zwierząt jest 2 400, a nie 1 300. Mija 16. godzina interwencji, wchodzimy na kwarantannę. Trudno opanować łzy, ale płakać już nie mamy siły, inne grupy wciąż katalogują pozostałe zwierzęta, wiele sektorów, kwater, zwierząt…

Mija 19. godzina interwencji, kolejny koszmar w tym piekle, tzw. „szpital”, psy leżące w plastikowych skrzynkach, są otwarte złamania, wychudzenie, trudności oddechowe.

Odbieramy, ile się da, na ile pozwala biegła sądowa.

W końcu po blisko 23 godzinach, dochodzi 3:00 w nocy, boli absolutnie wszystko.

Ostatnie „kenele” załadowane, ostatnie transporty wyjeżdżają, jest zupełnie ciemno, jeszcze sprzątamy po sobie i w końcu wyjeżdżamy z piekła.

My tak, reszta tych zwierząt, których nie udało się nam wydostać, zostały. Ich obrazy wciąż mamy przed oczyma. Z jednej strony szczęście i nadzieja, że to początek końca, że ten obóz śmierci ma szanse przestać istnieć, a z drugiej strony, ten żal, niepokój i niedosyt o te, które w piekle zostały. Potwornie obolałe kładziemy się do łóżek, kiedy nad Piszem jest już wschód słońca. Ze zmęczenia powieki same opadają.

Krótki sen, rano budzi nas potworny ból całego ciała i dziwny brak czucia niektórych jego części .

Mówimy sobie, że to minie, ale z każdym dniem jest coraz gorzej. Facebook huczy, podziękowania mieszają się z oskarżeniami, że tak mało odebranych, że tyle pieniędzy na zbiórce…

A my myślimy tylko o zaoraniu tego piekła.

Chcę i muszę podziękować kilku osobom, bez których interwencji by nie było:

  1. Halinie Nerkowskiej i Magdzie Muczyńskiej, dwóm wielkim Polkom mieszkającym w Niemczech i USA, które poświęciły całe miesiące, gromadząc informacje, które przekonały prokuraturę do działania – bez Was nawet nie moglibyśmy marzyć o tej interwencji.
  2. Prokuratorowi Michałowi Choromańskiemu – człowiekowi wybitnemu i profesjonalnemu, szefowi Prokuratury w Olsztynie, setkom wspaniałych policjantów.
  3. Fantastycznym Ludziom z organizacji biorących udział w interwencji, że nie zważając na wzajemne animozje, wspólnie spędziliśmy 22 makabryczne, ale i dające nadzieję godziny.
  4. Grzegorzowi Bielawskiemu za genialną organizację i koordynację interwencji i to, co będzie robił przez najbliższe 2 lata. Za to, że został tam po naszym wyjeździe i dalej jeszcze ciężko pracował.
  5. Anonimowym sponsorom z FB, którzy bez uprzedzenia przysyłali nam trzykrotnie samochód z pizzą, innym przysyłającym całe zgrzewki wody, mieszkańcom z okolic, a także ludziom wiozącym nam kawę, pokonując wiele kilometrów.
  6. Wszystkim, którzy byli z nami przez cały dzień duchem, w tym Joasi Stańczyk, która uwięziona w łóżku, pomagała jak mogła. To również ona przyczyniła się do zgromadzenia licznej dokumentacji.
  7. Naszym dzielnym dziewczynom z MONDO CANE z naszą Prezes Katarzyną Śliwą-Łobacz na czele – jesteśmy prawdziwym zespołem.

 

Aleksandra Śniecikowska

Inspektor ds. ochrony zwierząt

Fundacji Mondo Cane

 

Fot. Zrzut ekranu, o interwencji w Radysach pisały niemal wszystkie media w Polsce

 

 

 

 

 

`

 

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Current ye@r *