Joanna Monowid: “Pracowałam dla brytyjskiej królowej…”

0J6A0173Ukończyła m.in. łódzką filmówkę, by potem stanąć po tej drugiej stronie. Po pewnym czasie polska scena produkcyjna stała się dla niej zbyt ciasna. Wyjechała do Wielkiej Brytanii. Podjęła studia i zaczęła współpracować m.in. dla Royal National Theatre. Teraz wykłada na kierunku Produkcja audiowizualna na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Moja bohaterka jest waleczna, nie poddaje się łatwo – w ciągu 10 miesięcy w Wielkiej Brytanii rozesłała 746 podań o pracę, udało się.

Czy praca w produkcji filmowej była Twoim marzeniem? Od kiedy zaczęłaś o tej profesji myśleć poważnie?

Zawsze fascynował mnie świat kultury i sztuki. Rodzice dbali, żebyśmy regularnie chodzili do kina, teatru, mieli kontakt z kulturą. W szkole udzielałam się w grupach teatralnych, ale gdy doszło do wyborów pomaturalnych, bardzo chciałam iść na psychologię. Jednak nie dostałam się! Do dziś pamiętam dokładnie ten dzień, kiedy usłyszałam, że moje plany legły w gruzach. Z pomocą przyszła mi Mama, która znalazła kierunek Europeistyka w Wyższej Szkole Języków Obcych w Poznaniu. Podjęłam wyzwanie, nie wiedząc nawet, że ten wybór całkowicie zmieni moje plany życiowe. To właśnie dzięki praktykom studenckim trafiłam do swojej pierwszej pracy związanej ze światem produkcji kultury i sztuki, i totalnie zakochałam się. Zawsze miałam zdolności organizacyjne i przywódcze, ale dopiero tutaj poczułam, jak mogę je wykorzystać w rozwoju kariery, która przynosiła mi ogromną satysfakcję. Gdy obroniłam licencjat, na egzamin na studia magisterskiej do Łódzkiej Szkoły Filmowej jechałam stawiając wszystko na jedną kartę, nie złożyłam aplikacji na żaden inny kierunek, wiedziałam, że ten wybór jest właściwy i miałam nadzieję, że komisja pomyśli tak samo.

Rozpoczęłaś pracę w świecie kultury i sztuki w 2010 roku w biurze prasowym Międzynarodowego Festiwalu Filmów Animowanych ANIMATOR. Jak wspominasz tamten czas?

Tak, tutaj muszę jeszcze raz bardzo podziękować doktorowi Mironowi Musiałowi, który zaproponował mi odbycie praktyk w biurze ANIMATORA, wiedząc, że ten świat mnie bardzo interesuje. Bartek Grochal, ówczesny rzecznik prasowy festiwalu, bardzo szybko obdarzył mnie zaufaniem i pozwalał wykonywać coraz bardziej odpowiedzialne zadania. Dzięki niemu rozwinęłam skrzydła i poczułam, że to mój świat. Praca przy produkcji festiwalu, szczególnie w dniach wydarzenia, jest bardzo intensywna, ale też bardzo satysfakcjonująca. Dodatkowo festiwal międzynarodowy pozwala na poznanie twórców z całego świata, a z częścią tych poznanych w 2010 roku, utrzymuję kontakt do dzisiaj. Ku mojej wielkiej radości, Estrada Poznańska zaproponowała mi współpracę przy festiwalach w następnych latach, co pozwoliło mi poznawać kolejne osoby związane ze światem kultury i sztuki, a wraz z nimi pojawiały się nowe projekty. To właśnie dzięki gościom festiwalowym reprezentującym wytwórnię Se-Ma-For z Łodzi, zamarzyłam o studiowaniu na kierunku Organizacja Produkcji Filmowej i Telewizyjnej w Łódzkiej Szkole Filmowej. Dlatego też praca przy ANIMATORze była dla mnie zdecydowanie przełomowa i dała mi solidny start w świecie produkcji.

Po ukończeniu szkoły filmowej w Łodzi zaczęłaś pracę na wydziale aktorskim tejże uczelni. Dlaczego zdecydowałaś się wyjechać na Zachód?

W czasie gdy podejmowałam tę decyzję, wiedziałam już mniej więcej co mnie interesuje, jakie mam możliwości, talenty i ograniczenia. Na przykład, praca na planie produkcji serialu była dla mnie bardzo ekscytująca, ale ze względu na swoją intensywność, odbijała się na moim zdrowiu. Z drugiej strony, rozpoczynając pracę w Teatrze Studyjnym, pod skrzydłami Uli Jachimowicz, bardzo doceniłam produkcję teatralną, która wcześniej w ogóle mnie nie interesowała, a pozwoliła mi łączyć moje zdolności organizacyjne z kreatywnością. Gdy w 2015 roku Hollywood Reporter opublikował kolejny ranking najlepszych uczelni artystycznych, stwierdziłam, że skoro ukończyłam i pracuję dla drugiej najlepszej uczelni, to może powinnam sprawdzić, jak to by było studiować w tej, która stoi na szczycie podium? I tak zaczęłam przeglądać ofertę National Film and Television School w Beaconsfield w Wielkiej Brytanii. Mówiłam biegle po angielsku, miałam gro doświadczeń zawodowych i ambicję by rozwijać się dalej, dlatego gdy znalazłam roczne studia podyplomowe Creative Business for Entrepreneurs and Executives, postanowiłam złożyć podanie. Proces rekrutacyjny był dość żmudny, ale zakończył się sukcesem i przyszedł czas na pakowanie walizek. Już kilka miesięcy później rozpoczęłam bardzo ciekawe studia, które ugruntowały moją wiedzę, a także rozwinęły kreatywność i zmysł biznesowy.

W Wielkiej Brytanii nie tylko podjęłaś studia, lecz także pracowałaś? Trudno było odnaleźć się Tobie w nowej/innej rzeczywistości?

Zostałam wychowana na obywatelkę świata, dlatego bardzo szybko poczułam, że Londyn to „moje miasto”. Bardzo podobała mi się jego atmosfera, przeważająca życzliwość wśród osób mijanych na ulicy, poranny small talk w kolejce po kawę i przede wszystkim ogrom możliwości. Dzięki studiom mieliśmy okazję rozmawiać z światowej klasy producentami np. filmu „Jak zostać Królem” czy gry Counter Strike. Oczywiście brakowało mi rodziny i znajomych, jednak prawdziwy kryzys pojawił się po referendum brexitowym. Wtedy właśnie ukończyłam studia i zaczęłam szukać pracy w branży, jednak szybko okazało się, że w związku z Brexitem i jedną wielką niewiadomą, pracodawcy bali się zatrudniać imigrantów, nie mając pewności, jaki będziemy mieli status. Był to bardzo trudny czas, wymagał ode mnie dużej determinacji, ale nie chciałam się poddać. Rozpoczęłam pracę w szkołach dla dzieci z niepełnosprawnościami, gdzie byłam asystentką nauczyciela, a w międzyczasie intensywnie rozsyłałam podania o pracę. I tak w 10 miesięcy rozesłałam 746 podań, aż w końcu ktoś postanowił dać mi szansę – Nia Janis, z firmy Playful Productions. To tam postawiłam pierwsze kroki w produkcji „w wielkim świecie” i poznałam brytyjską produkcję teatralną od podszewki. Ta praca pozwoliła mi też zdobyć doświadczenie, dzięki któremu zostałam zatrudniona w Royal National Theatre.

Co szczególnie wspominasz z Twojej pracy zawodowej w Wielkiej Brytanii? Czy brytyjski rynek audiowizualny różni się o polskiego?

Praca w Wielkiej Brytanii dawała mi dużo radości i satysfakcji, również dlatego, że często wydawało mi się surrealistyczna. Sama nie mogłam uwierzyć że ja, mała Asia z Inowrocławia, pracuję przy spektaklach takich jak War Horse, Dirty Dancing czy Wicked. W kolejce w teatralnej kantynie spotykam Ralpha Fiennesa i występuję na jednej scenie z Hugo Weavingiem (tak, to naprawdę się wydarzyło). Pozwoliła mi też głęboko uwierzyć w to, że wszystko jest możliwe. W Londynie nauczyłam się szanowania siebie, swojego zdrowia i czasu w kontekście pracy. Przyjeżdżając, byłam przyzwyczajona do zarywania nocy, zostawania po godzinach, odpowiadania na maile w weekendy i podporządkowywania życia pod pracę. Moja manager musiała długo z moimi przyzwyczajeniami z polskiej branży walczyć. Zrozumiałam, że tylko zdrowa i wypoczęta będę w pełni efektywna w pracy, a także nauczyłam się lepszego priorytetyzowania. Jeśli chodzi o różnice, to rynek brytyjski jest na pewno światowym trendseterem (wyznacznikiem nowych trendów) w kontekście nowych mediów oraz dzięki multikulturowości swojego społeczeństwa, jest rynkiem niezwykle eklektycznym. Mieszkając tam miałam okazję brać udział w wielu ciekawych wydarzeniach, gdzie wykorzystywano np. Virtual i Augmented reality oraz inne nowe technologie. Coś co było dla mnie zaskakujące, to kwestia finansowania kultury – my jesteśmy przyzwyczajeni do licznych instytucji i funduszy finansujących produkcje filmowe, telewizyjne, teatralne, a umowy z inwestorami oparte są na gwarancji zwrotu i zysku. W Wielkiej Brytanii wsparcie ze środków publicznych jest mniejsze, ponieważ to właśnie inwestorzy chętnie finansują liczne produkcje, i co ciekawe, te umowy nie mają gwarancji ani zwrotu, ani zysku. Oczywiście producentowi, który zawalił trzy projekty, inwestorzy nie zaufają ponownie i nie wesprą finansowo projektu czwartego, jednak inwestycje w produkcje traktuje się prestiżowo i nawet jeśli na nich się nie zarobi, to oprócz ulgi podatkowej, można się chwalić wszem i wobec, że jest się koproducentem danego dzieła.

Wróciłaś jednak do Polski. Dlaczego?

No cóż, pandemia niestety bardzo uderzyła w świat kultury i sztuki, dlatego razem z prawie sześciuset koleżankami i kolegami straciliśmy pracę. Na początku kwietnia 2020 przyjechałam do Polski „przeczekać” sytuację, mając nadzieję, że w ciągu 2-3 miesięcy wszystko się uspokoi – w końcu na początku wszyscy byliśmy optymistyczni. Jednak już w okolicach wakacji okazało się, że niestety teatr nie jest w stanie utrzymać wszystkich pracowników, co rozpoczęło bardzo trudny proces zwolnień. National Theatre, mimo że jest teatrem narodowym, tylko 15% swojego budżetu otrzymuje z Arts Fund (publiczne środki), dlatego, gdy zamknięto teatry, błyskawicznie zaczął tracić stabilność finansową. Wiadomość o utracie pracy była dla mnie ogromnym ciosem, szczególnie, że w tak trudnym okresie, okazała się jednoznaczna ze stałym powrotem do Polski. Na szczęście szybko udało mi się ułożyć wszystko od nowa. Dostałam się na dwuletnie magisterskie studia psychologiczne (po tylu latach!), przeprowadziłam się do Warszawy i angażuję się w ciekawe projekty.

Nie ciągnie się znów w świat?

Ciągnie, ale chciałabym sprawdzić, co Polska może mi zaoferować. Wiele zwrotów akcji w moim życiu wydarzyło się bez mojego wpływu, i mimo że nie zawsze rezultaty były zgodne z moimi marzeniami, czy planami, to ostatecznie jestem wdzięczna i zadowolona z tego, jak moje życie się potoczyło. Dlatego wierzę, że skoro wróciłam, to czeka tu na mnie coś ważnego.

Masz sporo sukcesów na swoim koncie? Którymi z nich chciałabyś się pochwalić?

To trudne pytanie. Jest wiele momentów, w których czułam się dumna z tego, co robię, a które nie każdy uznałby za sukces. Z uśmiechem wspominam pracę przy moim pierwszym krótkometrażowym filmie, wielokrotnie nagradzany Leon i Barbara w reżyserii Marcina Mikulskiego (Marcin robi wspaniałe filmy!). Inny film, Pommel w reżyserii Parisa Zarcilli, otrzymał nominację do British Independent Film Awards, co było dla naszego zespołu produkcyjnego ogromnym wyróżnieniem. Przyjemnością i zawodowym osiągnięciem była praca z Wojtkiem Kościelniakiem i Damianem Styrną, przy produkcji Cyberiady, muzycznego spektaklu opartego na twórczości Stanisława Lema. I oczywiście praca w Royal National Theatre to sukces, który już zawsze będzie mi towarzyszył. Jednak największym poczuciem dumy wypełnia mnie propozycja współpracy, którą otrzymałam w tym roku, gdy zostałam poproszona o prowadzenie zajęć dla kierunku Produkcja audiowizualna, na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Praca ze studentami jest dla mnie niezwykle ekscytująca i inspirująca, a świadomość, że udaje mi się dzielić moimi doświadczeniami i wiedzą, wpływając na pozytywne wybory studentów, niezwykle mnie cieszy.

Bywały momenty trudne w Twojej pracy?

Tak, oprócz tych, które wspomniałam wcześniej, jeszcze kilka się zdarzyło. Pracując w produkcji mamy styczność z tłumem ludzi o różnych charakterach, a podczas intensywnych działań, bardzo łatwo dochodzi do konfliktów. Niestety formy ekspresji niektórych twórców są nie do zaakceptowania, a złość najłatwiej wyładować na pionie produkcyjnym. W pracy ze studentami dużo rozmawiamy o rozwiązywaniu konfliktów poprzez ocenę i przewidywanie ryzyka oraz zapobieganie, a także o tym, że wszędzie tam, gdzie mamy sprawczość i decyzyjność, starajmy się wprowadzać kulturę wzajemnego szacunku.

Czym jest dla Ciebie praca kierownika produkcji?

Dla mnie kierownik produkcji, wraz ze swoim zespołem, to ta osoba, która przygotowuje wszystko pod kątem prawnym, finansowym, administracyjnym, harmonogramowym i technicznym tak, by twórcy mogli tylko przyjść i tworzyć. Kierownik produkcji łączy w sobie wiele funkcji, od pisania umów, negocjacji kontraktów, oczarowywania dostawców, planowania, zarządzania, przez bycie psychologiem, pielęgniarką, kucharzem, czy kimkolwiek, kto akurat jest potrzebny. Taka rola wymaga wielu cech i talentów, jak na przykład łatwość w nawiązywaniu i podtrzymywaniu relacji, ambicja, charyzma, stalowe nerwy, kreatywność empatia i umiejętne zarządzanie informacjami i czasem.

Co Joanna Monowid zamierza robić dalej?

Chciałabym się dalej rozwijać, mój głód wiedzy i doświadczeń jest nieustający. Staram się pielęgnować w sobie lekcje, które zabrałam z Londynu i podchodzić do wszystkiego z głębokim spokojem. Mam nadzieję prowadzić więcej zajęć ze studentami, ponieważ te są dla mnie najbardziej satysfakcjonujące. A oprócz tego szukam kolejnych ciekawych projektów.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Dominika Narożna

Fot. Kamil Staszczyszyn

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Current ye@r *